FOTO-ENO-KULINARIA w Umbrii – część 1

Włochy wydają się wszystkim znane. O tym, że nasza wiedza na temat tego kraju to tylko pozory, przekonaliśmy się podczas tygodniowego pobytu w Umbrii.

Umbria jest biedniejszą siostrą Toskanii. Dzięki północnej szykownej siostrze uniknęła natłoku turystów. Krajobraz jest surowy, górzysty i bardzo zielony. Niektóre wzgórza kryją średniowieczne miasteczka. Pod jednym z nich, Campi, mieści się XVIII-wieczny dom, gdzie rodzeństwo Paolo, Giovanni i Betta stworzyli gościnną agroturystykę. Fonte Antica stała się naszym domem przez siedem dni warsztatów, a gospodarze – naszymi przewodnikami po zielonej krainie. Dzięki nim trafiliśmy do domów Umbryjczyków.

Dzień pierwszy

Trufle i Campi. Pierwszego dnia dokumentowaliśmy szukanie trufli. Gina (pies „truflowrażliwy”) miała wyjątkowo trudne zadanie z powodu wilgoci. Po godzinie udało jej się znaleźć kilka sztuk aromatycznego symbolu Umbrii. W pobliskim miasteczku czekały na nas truflowe przysmaki. Powrót do domu, po drodze fotograficzny atak na owce, a pod koniec dnia sesja w Campi. Miasteczko, w którym na stałe mieszka zaledwie kilka osób, będziemy fotografować jeszcze wielokrotnie. Będzie też scenerią naszego zdjęcia grupowego na zakończenie warsztatów.

Wieczorem kolacja w rodzinnej atmosferze i pierwsza niespodzianka kulinarna: Umbryjczycy jedzą dużo mięsa i jeszcze więcej wieprzowiny… Nieprzyzwyczajeni do tak wielkich i późnych kolacji, mamy tylko siłę na rozładowanie zdjęć.

Dzień drugi

Spoleto – jedna z największych atrakcji architektonicznych regionu. Alina, nasza opiekunka, tłumaczka, przewodniczka z Italianissimy, szybko przekonuje się, że grupa fotograficzna pokonuje 500 metrów w zaledwie… godzinę. Zbieramy kadry z wąskich uliczek, pełnych rzemieślników, sklepików i kafejek. Po 2 godzinach fotograficznego spaceru docieramy do akweduktu wtopionego w zielone wzgórza. Piękne widoki. Grupa zwalnia do 200 metrów na godzinę. Kolejna niespodzianka: wszędzie pachnie lipa, zupełnie inna odmiana niż polska. Ten zapach będzie nas śledził, przekrzyczy go tylko jaskrawożółty żarnowiec.

Późnym popołudniem przeglądamy zdjęcia pod okiem wykładowcy, Leszka Szurkowskiego. Każdy ma inne kadry, choć wszyscy szliśmy tą samą trasą.

Dzień trzeci

Odwiedzamy małą winnicę i gaj oliwny. Pierwsze spojrzenie: słabe światło, niewiele zrobimy… Nieprawda: ledwo starcza nam czasu przed obiadem. Przyjmują nas ojciec i syn, Giampiero i Aldo (dla przyjaciół Duccio!). Duccio przygotowuje jedzenie, serwuje własne wino – Sagrantino – szczep uprawiany tylko w winnicach Montefalco. Leniwe popołudnie i wniosek najważniejszy: rocznik 2006 jest lepszy niż 2005. Potem średniowieczna uczta dla oczu (Mercato delle Gaite) w pobliskiej miejscowości Bevagna. Tu ciekawe jest wszystko, ale najbardziej zaskakujący miejscowy rzeźnik. Tego nie było w programie. Po półgodzinnym fotografowaniu znamy już całą historię rodziny i mamy naprawdę świetne ujęcia. Włosi uwielbiają być fotografowani – to dla nas kolejna niespodzianka, bo w Europie niewiele jest miejsc, gdzie ludzie przyjaźnie reagują na aparat fotograficzny. Wspaniała kolacja pod gołym niebem wieńczy dzień. Tak wiele zdjęć zrobimy tylko ostatniego dnia warsztatów.

Margotka

Zobacz drugą cześć relacji »

Zobacz drugą cześć relacji »
Zobacz kolejne foto-eno-kulinaria w Umbrii »

Zdjęcia uczestników

 
Grupa Akademii Nikona na Facebooku to miejsce dyskusji o szeroko rozumianej fotografii - wymiany informacji, porad natury technicznej, sprzętowej, opinii na temat umieszczanych tam zdjęć.
Zapraszamy!
Nasza grupa na Fb to miejsce do dyskusji o fotografii.
Komentarze