Fotografia od podstaw

Pierwszy aparat fotograficzny, Nikon D50, wpadł mi w ręce sześć lat temu. Nie miałam pojęcia o fotografii, żadnych wielkich nazwisk w głowie, nie wiedziałam, jak działa aparat.  W tym czasie moimi pierwszymi obiektami fotograficznymi były ceglaste fragmenty łódzkiej manufaktury, zdjęcia pleców mijanych ludzi, staruszki na cmentarzu i koty. Nieco później zaczęłam eksperymentować z autoportretami. Tamte przejaskrawione portrety, często odbcia w lustrach czy witrynach nauczyły mnie zwalniać i myśleć, zanim nacisnę spust migawki.

fot. Ania Pińkowska

Próbowałam czytać i wnikliwie analizowałam instrukcję obsługi aparatu, choć niewiele z niej wynosiłam. Brakowało przykładów i instrukcja szła w odstawkę. Zamieściłam kilka swoich „dzieł” w sieci, dumna choćby z tego, że złapałam ostrość na dachówce, jednak komentarze, które pojawiały się po publikacjach, odbierały mi pewność siebie. Czytałam, że jest krzywo, że ostrość złapana w złym miejscu, że nie te kolory i pod słońce, a ja chciałam tylko robić zdjęcia – choć przyznaję, że moja ignorancja w tym temacie była ogromna!

Niedługo później przeprowadziłam się do Krakowa i aparat stał się moim nieodłącznym towarzyszem. Fotografowałam wszystko i wszystkich niczym japoński turysta. Jednak dopiero, gdy w Krakowie zamieszkała również moja siostra (Anita Suchocka), wszystko się zmieniło. Oto znalazłam mistrza, nauczyciela i niezastąpioną muzę w jednej osobie.

fot. Ania Pińkowska

Zrezygnowałam z pracy w jednym z krakowskich biur i postanowiłam żyć z fotografii. Na początku oznaczało to dzielenie jednego pokoju z siostrą i dwoma kotami. W tym czasie robiłyśmy zdjęcia indywidualne i rodzinne, ludzie zgłaszali się w odpowiedzi na publikacje na naszych blogach. Organizowałyśmy też własne projekty zapraszając modelki z zaprzyjaźnionych agencji, czy osoby o ciekawych rysach twarzy.

fot. Ania Pińkowska

fot. Ania Pińkowska

To był czas wzmożonej nauki pracy z człowiekiem. Nie sposób zliczyć ile razy, wracałyśmy po sesjach zmęczone i zaróżowione na twarzach, ściskając mocno aparat – wiedząc, że warto będzie zarwać noc przy obróbce.

fot. Ania Pińkowska

fot. Ania Pińkowska

Później przed naszymi obiektywami pojawiły się również pary, które były zainteresowane sfotografowaniem ślubu czy plenerem. W tym okresie bardzo nam pomógł Adam Trzcionka, wybitny krakowski fotograf, który wsparł nas radą i sprzętem fotograficznym, a przede wszystkim wiarą, że to co robimy ma wartość. Dzięki ślubom na stałe pojawił się w moim życiu kolejny rodzaj fotografii – reportaż. Różniący się od sesji modowych niepowtarzalnością ujęć. Wymagający biegłej znajomości aparatu i pracy w różnych warunkach – od jasnego pleneru po najciemniejszy sufit wysokiego Kościoła.

fot. Ania Pińkowska

Ludzie, których spotkałyśmy podczas pierwszych ślubnych reportaży zostają mocno w mojej pamięci. Jeździłyśmy wtedy po całej Polsce, od Chojnic po Rabkę Zdrój. Poznawałyśmy różne obyczaje, tradycje, barwnych ludzi i ich historie. Tego szczególnego dnia stawałyśmy się częścią rodziny, przyszywanymi siostrami nie raz pomagając zapiąć suknię, wpiąć welon, udekorować samochód, a nawet rozczesać rzęsy grzebieniem po nieudanej wizycie u wizażystki.

Reportaż odsłonił dla mnie całkiem nową przestrzeń portretów, które do dziś stanowią mój ulubiony rodzaj fotografii. Do tej pory fotografowałam modelki, piękne kobiety w zaaranżowanych sytuacjach i przygotowanym otoczeniu – w reportażu ludzi w różnym wieku i niewyreżyserowanych emocjach i to jest coś, za czym tęsknię najmocniej podczas zimowych miesięcy.

Teraz robię zdjęcia Nikonem D700, najchętniej w zestawieniu ze stałoogniskowym 85 mm. Nadal są takie ścieżki w fotografii, których nawet nie musnęłam. Jestem w studni bez dna, fantastycznym cyfrowym fotoplastykonie, co mnie cieszy bezgranicznie i wiem, że nigdy nie znudzi. Przede mną tradycyjna ciemnia w Akademii Nikona i podróż do źródeł. Cieszy mnie to, choć jednocześnie wiem, że powinnam szlifować pracę z lampą błyskową, ale o tym wkrótce.

Ania Pińkowska – fotograf, życiowy wędrowiec. Pochodzi z Łodzi, obecnie mieszka w Warszawie. Wcześniej na dłużej gościła w Krakowie, Wrocławiu i Jeleniej Górze. Pracuje w dziale marketingu on-line, a w wolnym czasie robi zdjęcia, podróżuje, prowadzi bloga i walczy o… wydłużenie doby – 24 godziny to dla niej zdecydowanie za mało.

 
Grupa Akademii Nikona na Facebooku to miejsce dyskusji o szeroko rozumianej fotografii - wymiany informacji, porad natury technicznej, sprzętowej, opinii na temat umieszczanych tam zdjęć.
Zapraszamy!
Nasza grupa na Fb to miejsce do dyskusji o fotografii.
Komentarze

3 myśli nt. „Fotografia od podstaw

  1. Gratuluje i zazdroszcze, spelnia Pani moje marzenia, od 5 lat mam olympusa E-420 z marnymi kitami i czuje że już wiecej z Niego nie wyciagne. Ale kiedys bede fotografem. To jedna z nielicznych chwil ktore sa jedyne w swoim rodzaju – fotografowanie

  2. KK,
    życzę powodzenia i wytrwałości. Wszystkie aparaty kupiłam na raty 🙂 i powoli powoli szło do przodu. Długo robiłam zdjęcia D50, później D300, a D700 mam w sumie od niedawna. Jest różnica szczególnie w cięższych warunkach reportażu, ale aparat nie czyni fotografa.

    Życzę jak najszybciej nowych szkieł, bo to najważniejsze, a później bycia światowym fotografem!